Adrian Preś


Tęsknota za przedszkolem i bieganiem z kolegami po podwórku, sprawiła, że nie dał sobie dużo czasu na chorowanie. Mimo okrutnej diagnozy nie poddał się i postanowił wyleczyć się tak szybko, jak tylko potrafi.

Spuchnięta łydka, która była w obwodzie szersza niż udo małego Adrianka, nie pozwoliła jego mamie spać spokojnie. Kobieta odbijała się od drzwi lekarzy, którzy wciąż odsyłali chłopca do domu.  Gdy po dwóch miesiącach trafił do szpitala ze skręconą kostką, sytuacja zrobiła się poważna. Wysłano go natychmiast na badanie USG.

– Jest dobrze, bo daleko od kości – mówili lekarze między sobą, ale jego mama nie spodziewała się, że mówią o nowotworze. Mięsak złośliwy w podudziu z przerzutami. To brzmiało jak wyrok, ale natychmiastowe leczenie poskutkowało. Chemia pomogła, guz się zmniejszył, a chłopiec szybko poczuł się lepiej i mógł poddać się operacji. Mimo gipsu na nodze, nie mógł wysiedzieć w szpitalnym łóżku i od razu zaczął biegać po korytarzach.

Teraz wszystko powoli wraca do normy. Chłopiec znów może bawić się z swoją siostrą tak, jak dawniej. Jednak to nie koniec leczenia i wizyt w szpitalu. Chłopiec jest pod stałą kontrolą lekarzy z Przylądka Nadziei.