Natalka Gajda


Jeszcze w weekend była „zdrową” dziewczynką na wycieczce, a już w czwartek jechała karetką do Wrocławia z podejrzeniem nowotworu – opowiada mama 12-letniej Natalki, której nowotwór wywrócił życie o 180 stopni.

Natalka jest typem sportowca – narty, łucznictwo, konie, pływanie. Zawsze aktywna, wszędzie jej pełno. Nagle opadła z sił, nie mogła złapać oddechu. A badania wykazały bezlitosną diagnozę, że cierpi na chłoniaka złośliwego śródpiersia. W jej organizmie pojawił się ogromny, około 20-centymetrowy guz.

Lekarze rozpoczęli bardzo agresywną chemioterapię, żeby ratować jej życie. Zaatakowany guz zaczął się rozpadać w niekontrolowany sposób. Natalka musiała zostać poddana dializom, doznawała ataków padaczkowych. Ale nie mogła się poddać. Na Boże Narodzenie wróciła do domu.

Cały czas wspierają ją jej bliscy i koledzy ze szkoły, a walka wciąż trwa. Teraz jest w trakcie chemioterapii podtrzymującej, ale przed nią jeszcze wiele miesięcy żmudnej rehabilitacji, którą pozwoli jej odzyskać pełną sprawność. Największym marzeniem Natalki jest wrócić do ukochanych koni. Znów poczuć w nieskrępowanym galopie wolność, którą odebrała jej choroba.