Olek Biliński


Olek Biliński w 2013 roku zachorował na ostrą białaczkę limfoblastyczną, złośliwy nowotwór krwi. Całą rodziną przetrwali przez dwa ciężkie lata walki z rakiem. Kontrolne badania po zakończeniu leczenia dawały nadzieję, że Olek na dobre rozprawił się z chorobą. Niestety, w 2016 roku rak wrócił i zaatakował Olka jeszcze mocniej.

Tym razem walka miała być jeszcze trudniejsza, bo wszystkie standardowe chemioterapie okazały się nieskuteczne. Jedyną szansą na życie był dla Olka wyjątkowo drogi lek – blinatumomab. 28-dniowa terapia miała kosztować około 200 tysięcy złotych.  Rodzice nie poddali się i zaczęli szukać wszelkich sposobów na zebranie tej ogromnej kwoty. Wokół nich pojawiło się mnóstwo ludzi, którzy stanęli z nimi w jednym szeregu i zaczęli organizować festyny, pikniki i zbiórki na rzecz Olka.

Po wielu trudach, nieprzespanych nocach, strachu i niepewności, Olek jako pierwszy pacjent Przylądka Nadziei został podłączony do pomp, które przez 28 dni miały podawać mu przeciwciała –  blinatumomab. To było wyzwanie i dla niego, i dla lekarzy.

Gdy po zakończeniu terapii okazało się, że w szpiku Olka nie ma już komórek nowotworowych, radości nie było końca. Rodzice jednak wiedzieli, że to nie koniec. Bo przed chłopcem była jeszcze jedna – wyjątkowo trudna batalia. Przeszczep szpiku. Po wielu specjalistycznych badaniach okazało się, że dawcą szpiku będzie młodszy brat Olka – Igor. Termin został wyznaczony na 22 grudnia.

To był dla nas wielki dzień. Igor, choć taki jeszcze mały, czuł, że wokół niego dzieje się coś bardzo ważnego. Że staje się bohaterem – dla nas i przede wszystkim dla swojego starszego brata, w którego jest wpatrzony jak w obrazek – wspomina pani Natalia.

Było ciężko, ale Olek zaskakująco szybko poradził sobie i z trudnościami po przeszczepie.

Dziś chłopiec najtrudniejszą walkę ma za sobą, bo wyszedł już ze szpitala. Ale wciąż musi się rehabilitować, żeby wrócić do pełnej sprawności. Co tydzień przyjeżdża też do Przylądka Nadziei na kontrolę i specjalistyczne badania. A my wszyscy trzymamy kciuki, żeby dla Olka szpital był już tylko wspomnieniem!