Sara Nowak


Nieśmiały uśmiech i nieodłączna Myszka Mickey u boku – to znaki rozpoznawcze sześcioletniej Sary, która od półtora roku zmaga się z nowotworem. Choroba dziewczynki rozpoczęła się 2 października 2015 roku od bólu brzucha. Wtedy „zaczęła się lawina”, jak mówią rodzice chorych na nowotwory dzieci. Sara trafiła najpierw na SOR w Legnicy. Tam wykonano jej USG, podczas którego lekarze wykryli ogromnego guza. Rak miał już 14 centymetrów. Po tygodniu, znalazła się w klinice dziecięcej we Wrocławiu na oddziale onkologii. Tam zapadła diagnoza, która brzmiała dla mamy Sary jak wyrok – najgorszy z nowotworów dziecięcych – rak złośliwy nadnerczy, tzw. neuroblastoma.

W ciągu 14 miesięcy leczenia, Sarusia przeszła 15 cykli bardzo agresywnych i silnych chemioterapii, miała operację wycięcia guza i została poddana autoprzeszczepowi z własnych komórek macierzystych. Ostatnim etapem była radioterapia – silne napromieniowanie resztek guza. Dziś Sara jest „czysta” – nie ma przerzutów do kości, szpiku, ani innych narządów. To jednak nie daje gwarancji, że uda się na zawsze pokonać chorobę. Taką możliwość zapewnia kuracja przeciwciałami anty-GD2. To wyjątkowo kosztowna kuracja profilaktyczna, bo koszt 7-miesięcznej immunoterapii wynosi aż milion złotych. Kilka ośrodków w Europie prowadzi badania z wykorzystaniem tych przeciwciał. Mama Sary czeka w tej chwili na odpowiedź, czy jej córeczka mogłaby zostać zakwalifikowana do takiego badania. Jeśli się nie uda, rodzice będą sami musieli zapłacić za terapię, która dla ich dziecka oznacza życie.
A już dziś Każdy z nas może pomóc Sarze bez większego wysiłku. Tak, by większość czasu spędzała w domu, a nie w szpitalu, miała możliwość beztrosko się bawić, chodzić do przedszkola, a na urodziny dostawać życzenia nie tylko zdrowia, ale i spełnienia innych marzeń. Wystarczy przekazać jej 1% podatku wpisując w swoje zeznanie podatkowe KRS 86 210.