Oli Huk


Oli zaczął źle się czuć, gdy miał 3 latka. Bolały go kości, przestał chodzić. Zaniepokojeni rodzice prędko udali się do lekarza. Po chodzeniu od gabinetu do gabinetu, w końcu usłyszeli diagnozę – złośliwy rak rozpanoszył się w całym ciele ich ukochanego dziecka.

Pierwsza punkcja wykazała, że nowotwór jest w szpiku. Potem, w tomografii, choroba ujawniła się także w węzłach chłonnych, kręgosłupie i brzuszku, gdzie znajdowały się dwa ogromne guzy. Kolejne badania wykazały, że rak jest też w żebrach, w obu oczodołach, w kościach skroniowych, podstawie czaszki, potylicy, szczęce, żuchwie, kości ramieniowej, całej miednicy, dwóch kościach udowych i piszczelowych. Jak się nie załamać po takiej diagnozie?

Zrozpaczeni rodzice nie dali za wygraną, choć nie było łatwo. Na specjalistyczne leczenie we Włoszech potrzebowali 160 tysięcy złotych i dzięki wsparciu Fundacji „Na ratunek dzieciom z chorobą nowotworową”, chłopiec pojechał do kliniki w Genui. I choroba zniknęła, całkowicie! Pozostały jednak konsekwencje leczenia – chłopiec musi być cały czas pod obserwacją zagranicznych lekarzy i wymaga rehabilitacji.

Chociaż sytuacja wydawała się być z początku beznadziejna, Oli pokazał, że z rakiem można wygrać. On sam jest już na ostatniej prostej, choć choroba odebrała mu dwa lata beztroskiego dzieciństwa.