
Franio to maleńki chłopiec o ogromnym uśmiechu, którym obdziela wszystkich, którzy znajdą się w zasięgu jego wzroku. Uwielbia się przytulać i poznawać otaczający go świat – niestety, światem dla niego jest w tej chwili szpital.
Historia Frania nie jest zbyt długa. Bo ile może pomieścić trzymiesięczne ciałko?
– Mieści na pewno całą masę szczęścia i uśmiechu, którym chętnie się dzieli. – mówią rodzice. – Ale są w nim także złośliwe potwory, które nie pozwalają mu w pełni korzystać z beztroski bycia niemowlęciem.
Historia Frania zaczyna się tak naprawdę na porodówce, gdzie mało standardowa zmiana skórna została zdiagnozowana jako naczyniak. Tak podstępnie i okrutnie zamaskował się w tym małym człowieczku mięsak – nowotwór złośliwy.

Zmiana rosła w szybkim tempie i dopiero brak typowej reakcji na leczenie naczyniaków skierował Frania na biopsję, po której sprawy potoczyły się błyskawicznie.
Szpital, pobrania, badania, konsultacje, diagnostyka – wszystko w zawrotnym tempie.
I strach przed przerzutami, który okazał się niestety rzeczywistością.
Dużo złych wieści, z którymi jednak wygrywa jeszcze większa nadzieja i siła, bo przecież walczymy o najważniejsze – o życie.
Lokalizacja guza na łopatce spowodowała, że chłopiec ostatni miesiąc swojego życia spędza na brzuchu i z tej perspektywy w głównej mierze uczy się świata.
Jednak nawet najsilniejsi wojownicy nie wytrzymują długo w jednej pozycji, więc ta pozycja z czasem stała się zmorą.

Chociaż ciągle nieznany jest typ mięsaka, to aby zatrzymać przyrost guza, została wdrożona chemia.
Już po pierwszej dawce ciałko Frania zaczęło się zmieniać. Buźka, choć napuchnięta, wciąż gości najsłodszy i najniewinniejszy na świecie uśmiech.
Wiemy, że dzięki medycznej Ekipie Przylądka będzie w niej mnóstwo uśmiechu i zdrowia, a wątek mięsaka będzie powracał tylko jako odległe wspomnienie – mówią rodzice Frania.
Wierzymy, że historia Frania dopiero się zaczyna – i będzie pisana przez kolejne dekady.